22 sty 2017

Rozdział 30 (cz.2)

Byliśmy już w domu, kiedy leżeliśmy razem na łóżku w swoich objęciach. W domu nie było nikogo, najwyraźniej rodzina Horanów nie wróciła jeszcze z zakupów.
Przez chwilę podziwiałam dedykowany mi tatuaż, zanim Niall na dobre zakleił go opatrunkiem. Tom wykonał go świetnie. Po wyjściu z jego studia bardzo się wzruszyłam. Niall kolejny raz dał mi niesamowity dowód miłości.
Kompletnie bym się tego nie spodziewała, On potrafi mnie coraz bardziej zaskakiwać.
Kiedy tak leżeliśmy wtuleni w siebie Niall opowiedział mi dokładnie historię w jaki sposób poznał Toma. Stało się to pewnego dnia, parę lat temu kiedy Niall pomieszkiwał u Grega, kiedy uciekł z rodzinnego domu. Pijany przyszedł do jego studia, po bójce którą wywołał w pubie nieopodal. Miał "cholernego doła" jak sam to ujął. Zażyczył sobie, by Tom tatuował mu ramię czym tylko chce, miał gdzieś co będzie miał na zawsze na ramieniu. Potrzebował bólu fizycznego, ponieważ jego depresja niszczyła go od środka. Tom nie zbyt wiedział co ma robić, ale ma on duszę psychologa. Postanowił poświęcić trochę czasu Niallowi. Nie zrobił mu bezmyślnych tatuaży, tylko wziął go do siebie na zaplecze i postanowił wysłuchać. Ku zaskoczeniu samego Nialla właśnie otworzył się przed obcym człowiekiem. Powiedział mu wiele swoich problemów, co go dobija. Od tamtego momentu był stałym bywalcem studia, przebywanie w towarzystwie Toma - osoby która w końcu go rozumie, przynosiła mu ukojenie. Po czasie rzeczywiście Tom zrobił mu kilka tatuaży, ale za to przemyślanych. Nauczył Nialla tatuować i sam zrobił nawet kilka tatuaży. Tom jest dla niego bardzo ważny, prawie jak ojciec, którego nigdy nie miał.
Przyszła mi myśl, że kiedyś na pewno też będę chciała mieć jakieś tatuaże. Może nawet coś specjalnie dla Nialla - jestem pewna, że nigdy nie będę żałować takiej decyzji, ponieważ nigdy nie przestanę go kochać. Jednak to za jakiś czas, nie lubię spontanicznych decyzji... lecz Niall chyba wręcz przeciwnie.
Niall zaczął mnie całować i jeździć rękami po moim ciele. Wiedziałam do czego to zmierza, chętnie opowiedziałam na jego ruchy. Całowaliśmy się powolnie, wplątałam palce w jego włosy na co jęknął.
Wciągnął mnie na siebie, łapiąc za moje pośladki, następnie mocno całując mnie po szyi, co tak bardzo uwielbiałam.
I w chwili gdy wszystko zaczynało się rozkręcać usłyszeliśmy harmider na dole, jakieś krzyki, płacz, ogólne zamieszanie. Popatrzyliśmy po sobie nie wiedząc o co chodzi. Jednocześnie zbiegliśmy na dół.
Takiego widoku to się na pewno nie spodziewałam. Kimberly uginała się na nogach, podtrzymując się ściany, Greg stał przy niej panikując, łapiąc ją za rękę, ona na zmianę płakała z bólu i krzyczała na niego, Katherine biegała wokół nich w panice nie wiedząc co robić, a mały Theo nie widząc co się dzieje z jego mamą płakał ze strachu.
Bardzo się przestraszyłam, nie wiedział kompletnie o co chodzi.
 - Mamo, co się dzieje? - Niall zwrócił się do spanikowanej kobiety, podczas gdy ja wzięłam malca na ręce, by go jakoś uspokoić.
 - Gdy wchodziliśmy do domu Kim dostała przedwczesnych skurczy! 
 - Mamo, spokojnie, panikując nic nie osiągniemy - jedyny zachował zimną krew. - Greg zadzwoń na pogotowie, szybko - zwrócił się do brata, bo widział, że obolała Kim ma ochotę go zabić, bo stał przy niej i także siał panikę.
Ja z Theo na rękach pomogłam dojść Kim do fotela, by mogła wygodnie usiąść do przyjazdu pogotowia. Miała już pot na czole i łzy w oczach. Dałam jej jeszcze wody, widziałam, ze jest naprawdę wdzięczna, że podeszliśmy do tego z takim stoickim spokojem, zamiast biegać wokół niej i krzyczeć. Sama na jej miejscu bym wybuchła z nerwów.
Porody i ciąże zawsze mnie przerażały i na samą myśl było mi słabo.
 - Theo, nie ma co płakać, kochanie - starałam się go uspokoić. Dałam mu smoczka do buzi i otarłam łzy z oczu - Dzidziuś chcę juz wyjść, ale to jeszcze za wcześnie, dlatego mamę trochę boli, ale zaraz przyjedzie karetka i panowie doktorzy zabiorą mamusię i już nie będzie ją bolało - ucałowałam malca w czoło. Wydawał się znacznie spokojniejszy. Pobujałam go na ramionach, a on zwiększył uścisk, jakby nie chciał już mnie puszczać, by być ciągle u mnie na rękach.
Karetka przyjechała po paru minutach i zabrała Kim, a Greg pojechał razem z nią. Poprosili nas, byśmy zaopiekowali się Theo, bo pewnie Kim zostanie w szpitalu przynajmniej na jeden dzień jeśli ciąży nie będzie nic zagrażać. Na całe szczęście Katherine trochę się uspokoiła.
 - Muszę wziąć coś na nerwy, jestem za młoda na zawał - jęknęła szukając jakiejś tabletki w szafce.

***

Okazało się, że Kim wyjdzie za dwa dni ze szpitala, czyli dzień przed wigilią. Moim i Nialla zadaniem było zajęcie się przez te dni Theo, ponieważ Greg pragnął siedzieć ciągle w szpitalu razem ze swoją żoną. Oczywiście z chęcią przystaliśmy na to, ponieważ Theo to wspaniałe dziecko. 
Kiedy mama Nialla postanowiła zapakować wszystkie prezenty wzięliśmy malca na spacer. Oboje trzymaliśmy go za ręce, a on powoli sobie obok nas dreptał. Zrobiliśmy sobie rodzinne zdjęcie, które dodaliśmy na Instagrama. Fani Nialla rozczulali się nad nim, a Jake oczywiście musiał dodać komentarz, że niedługo dorobimy się własnego dziecka. To było zabawne, ale z drugiej strony pomyślałam, że Jake musi mieć lekką obsesję na ten temat. Ciągłe powtarza, że będziemy mieć dziecko! 
Ulepiliśmy bałwana na podwórku a Niall zaczął obrzucać nas śnieżkami. Naprawdę tego nie znoszę, nie lubię być mokra, nie lubię, gdy jest mi zimno, ale jakoś dobrze się bawiłam. Razem z Theo byłam w jednej drużynie i z dwóch stron atakowaliśmy Nialla. Byliśmy blisko wygranej, kiedy nagle Niall podbiegł do mnie i przewrócił mnie na śnieg, a następnie usiadł okrakiem na mnie i zaczął mnie łaskotać. Jasne było, że wygrał! Ale za nic nie chciał przestać, a ja już nie dawałam rady ze śmiechu. 
 - Zlostaw moją Lily! - krzyknął Theo i zaczął okładać małymi piąstkami Nialla, na co oboje się roześmialiśmy. Boże, on jest taki kochany. 
Gdy wróciliśmy do domu postanowiliśmy razem zrobić obiad, a potem, gdy było już późno razem położyliśmy się do łóżka. Theo właśnie zażyczył sobie, że chce spać z nami. No i skończyło się na tym, że spał pomiędzy nami, przytulony ciasno do mnie.

***

Obudził mnie ponownie rwący ból u dołu brzucha, aż zerwałam się do pozycji siedzącej. Zdołałam tylko zobaczyć, że na zegarku widnieje godzina 5:30. Nie mogłam wytrzymać z bólu, czułam, jakby coś rozrywało mnie od środka. Mocno się zaniepokoiłam, ale nie chciałam, by Niall się obudził i zobaczył mnie w takim stanie. Nie chciałam aby się zamartwiał. 
Pognałam do łazienki na tyle szybko na ile pozwolił mi cholerny ból. Cała się trzęsłam, z trudem utrzymałam się na nogach, przytrzymując się umywalki. Łzy płynęły mi po policzku. 
 - Lils? - usłyszałam wołanie Nialla i pukanie do drzwi. 
Nie byłam w stanie się odezwać. 
 - Coś się stało? Zdołałem zauważyć jak podkulona weszłaś do łazienki. 
Cholera. 
 - Proszę, nie wchodź... - jęknęłam. 
 - Wchodzę, do cholery - był najwidoczniej zestresowany. 
Z chwilką gdy uchyliły się drzwi szybko podbiegł do mnie, widocznie zaniepokojony moim stanem. Jedyną rzeczą gdy zdążyłam zobaczyć to nasze odbicie w lustrze, moją białą jak ściana twarz i jego oczy w ktorych widoczny byl strach. Następnie zemdlałam, słysząc jak Niall woła swoją mamę. 

***

 - Lily?! Słyszysz mnie? Lily, proszę! - dobiegły mnie wołania Nialla. 
Otworzyłam powoli oczy, gdyż raziło mnie światło. Zobaczyłam pochylonego nade mną blondyna i jego mamę. Za chwilę dojrzałam więcej szczegółów - leżałam na kanapie w salonie. Najwyraźniej Niall musiał mnie tu przenieść... 
 - Boże, wystraszyłaś mnie tak - złapał za moje ręce, cały się trząsł. Katherine znowu była bliska ataku paniki jak wtedy, gdy Kim miała skurcze. 
 - Co się stało? - spytałam zdezorientowana. Niall powoli pomógł mi wstać. 
 - Bolał cię chyba brzuch, trzymałaś się jedną ręką za niego, nie mogłaś ustać, kiedy wszedłem do łazienki zemdlałaś - wyjaśnił Niall a mi automatycznie się wszystko przypomniało. 
Doznałam natychmiast ulgi, że nie czułam znowu tego okropnego bólu. Chyba nigdy nie czułam czegoś gorszego. 
 - Już jest dobrze, świetnie się czuję i nic mnie nie boli - rzuciłam mu blady uśmiech. 
 - Jedziemy do lekarza, mamo idź proszę obudź Theo, trzeba zacząć go ubierać... - zaczął mówić szybko Niall, ale ja mu jeszcze szybciej przerwałam. 
 - Co? Do jakiego lekarza? Nigdzie nie jedziemy. Katherine, nie budź Theo - zbuntowałam się. Za nic nie chciałam pojechać do lekarza. 
 - Nie masz nic do gadania - zacisnął szczękę - To wyglądało tak niebezpiecznie! 
 - Nie i koniec! 
 - Nie kłóć się ze mną! 
 - Nie powiedziałam. 
 - Lily! 
 - Niall! 
 - Uspokójcie się! - przerwała nam kłótnię Katherine i zaczęła jeszcze raz na spokojnie - Lily, to naprawdę nie wyglądało zabawnie, uważam, że powinnaś się zbadać. 
 - Jednak, ja wiem, że mi nic nie jest - byłam nie ugięta. 
 - Mamo, zrób coś, bo zaraz puszczą mi nerwy! - wrzasnął Niall, lecz nic sobie z tego nie robiłam. 
 - Lily, dlaczego nie chcesz nas posłuchać? 
 - Nienawidzę lekarzy, przychodni, szpitali itd. Za nic tam nie pojadę, czuję się już wspaniale. To tylko jednorazowy incydent, za szybko zeszłam z łóżka, zrobiło mi się słabo - trochę naklamałam, ale czym lepiej wiedzą tym lepiej dla nich, prawda? Jestem pewna, że to już się nie powtórzy. 
 - Ugh, dobrze, już dobrze! - odpuścił Niall. - Teraz ustępuje, ale jeśli jeszcze raz to się zdarzy, to sam cię wsadzę do samochodu i zawiozę, przysięgam! - był już rozzłoszczony. 
Katherine spuściła w bezradności ramiona, a ja uspokoiłam ją, że naprawdę wszystko w porządku. 
W głowie jednak biłam się z myślami, ponieważ to było naprawdę dziwne. Nie wiedziałam co powoduje takie bóle. Brałam pod uwagę, że mogę być na coś chora, bo on pewnego czasu mam jakieś objawy, które coraz bardziej mnie martwiły. 
Obiecałam sobie, że gdy wrócimy do Nowego Jorku zbadam się, ale bardzo boję się prawdy...

____________________


Krótki  bonusik, za długą nieobecność! 
Czas trochę namieszać, niedługo wyjdą nowe fakty. Kontynuacja już niebawem xx

1 komentarz: