14 paź 2015

Rozdział 10 cz.2

Wbiegłam do mojego pokoju w akademiku niczym burza. Trzaśnięcie drzwiami, przekręcenie klucza w zamku i oparcie się o ścianę. W tle mój ciężki oddech. Nic więcej. Cisza przeplata łapczywym łapaniem powietrza i przyspieszonym biciem serca.
Nie będę płakać. 
Nie, na pewno nie. 
Dasz radę Lily, uspokój się - myślę, by dodać sobie sama jakoś otuchy. 
Cała się trzęsąc ze wściekłości i żalu podchodzę do okna, otwieram je na oścież. Następnie sięgam po mentolowego papierosa i go odpalam, mocno się zaciągając. Zakręciło mi się z tego wszystkiego w głowię, więc szybko łapię się parapetu, bo trochę mi słabo. Zamykam oczy, odczekuje chwilę. 
Myślę, że przecież muszę wziąć się do kupy i przestać przeżywać wybryki Nialla. Najwyraźniej nie bierze mnie na poważnie i czas się z tym pogodzić. To, że nie potrafi się określić świadczy tylko o jego niedojrzałości, a ja nie potrzebuje nikogo tak niedojrzałego jak on. Czas zakończyć przeszłość i rozpocząć coś nowego. Na tym kampusie jest setka facetów, na sto procent kogoś znajdę... 
Z drugiej strony czy ja rzeczywiście tego chcę? Cholera, to jest tak, jakby ktoś nas ze sobą przywiązał. Nie mogę się od niego uwolnić. Wszystko się z nim wiąże, nie widzę sensu bez niego. To boli, a wręcz mnie niszczy...
Wyrzucam wypalonego papierosa przez okno, potem je zamykając. Nikotyna trochę pomogła na zszargane nerwy. Nie jestem jednak w stanie teraz pójść spać, po prostu za nic nie zasnę. Głowa mi zaraz eksploduje od natłoku myśli, boję się, że złamię się myśląc o Nim i wreszcie się popłaczę. Płać sprawia, że czuję się słaba, dokłada dodatkowej dawki bólu. Nie mogę na to pozwolić; muszę jak najszybciej zasnąć...
Postanawiam odpalić Netfix i obejrzeć cokolwiek, co mnie uśpi. 
Siedząc po turecku na łóżku, otulona kołdrą i poduszkami oglądam Pamiętnik, tylko, że na ustach dalej widnieje spory grymas. Mimo, że leci jeden z moich ulubionych filmów, nie jestem w stanie się uśmiechnąć. Nawet nie jestem w stanie się skupić, ale to chyba nic dziwnego, bo widok zakochanej pary na ekranie mojego laptopa nie jest zbyt pokrzepiający. 
Dobiega do mnie niezrozumiały hałas z akademickiego korytarza. Coś blisko moich drzwi upada, słyszę odgłos czegoś szklanego co obiło się o podłogę, ale chyba na całe szczęście nie rozbiło. Kierowana wrodzoną ciekawością ruszyłam do drzwi, by poznać źródło hałasu, ale w tym samym momencie usłyszałam niewyraźnie bełkotanie. 
 - Li-L-Liliaan...
Co do kurwy się dzieje? Skąd znany jest mi ten głos?
Przekręcam klucz w drzwiach i ostrożnie wychylam głowę zza framugi. Pod ścianą leży zakapturzona postać. Pierwsze co to odczułam strach, tylko chwila... Ale mogę dostrzec, że to nikt inny, jak kurwa mać, pieprzony Niall. Ten Niall, Niall... Zobaczył mnie, otworzył szerzej czerwone oczy i zaczął się podnosić, ale w ogóle mu to nie wychodziło. Czuję smród alkoholu i po jego stanie mogę sobie wyobrazić ile wypił; nie jest w stanie ustać o własnych siłach na nogach no i powiedzieć mojego imienia. Rzuciła mi się w oczy butelka po wódce w jego ręku. Czy on to sam wszystko wypił?! 
- Kochana Lily! Moja mała Lily! - z jego ust wydobył się mało zrozumiały bełkot, jednak wszystko usłyszałam. Na jego twarzy pojawił się szeroki uśmiech, jeszcze bardziej wyglądał na pijanego. 
Kompletnie nie wiem co mam zrobić. Powinnam go jakoś dotaszczyć do pokoju... Ale co do kurwy potem?! 
 - Niall, cicho! Jest późno, ludzie śpią! Nie możesz być tak głośno - staram się go jakoś uciszyć krzycząc na niego szeptem, ze wściekłą miną. Z lekkim opóźnieniem, ale jednak chłopak łapie o co mi chodzi i gestem pokazuje jak zamyka na klucz swoje usta i wyrzuca "kluczyk" za siebie. Nie ma to za grosz gracji, przez jego stan i przez chwilę muszę mocno się powstrzymywać by nie wybuchnąć śmiechem - Musisz jakoś wstać, chodź. 
Gdy udaje mi się go jakoś wziąć pod ramię (co nie jest wcale proste) pomagam mu dojść ten krótki odcinek do mojego pokoju, następnie sadzam go na moim łóżku, które jednocześnie jest najbliżej. Przecież normalnie bym tego nie zrobiła. To moje łóżko, a Niall nie jest mój...
Stoję bezradnie na środku pokoju, nie wiem co mam zrobić z tak pijanym Niallem, który ma naprawdę mocną głowę, a teraz na nogach się nie trzyma... Błagam, by Soph została u Sama. Nie chcę awantury, a ona potrafi być porywcza. Oh, bardzo. 
 - Lils - zaczyna - Czy ty j-jesteś na mnie zła? 
 - Szczerze? Jestem wściekła. Ale nie mam ochoty o tym dzisiaj rozmawiać. Jesteś pijany - patrzę na niego z założonymi, lustrując jego sylwetkę obrzydzeniem, kierując to do jego stanu po alkoholu. 
 - Przepraszam, kochanie - próbuje się podnieść, ale w tym samym momencie upada. Zdąża złapać mnie za rękę, przez co teraz jestem bliżej niego, a on dalej trzyma mnie za dłoń. To dziwne uczucie w brzuchu jest nie do wytrzymania. 
 - Za co przepraszasz? Twoje przeprosiny są bezwartościowe! Nie pamiętasz sytuacji z klubu? Mnie nie chcesz, a nie pozwalasz mi spotykać się z kimś innym! Co ty masz na celu? Chcesz mnie całkowicie wykończyć psychicznie? Na tym ci do cholery zależy?! - nic nie poradzę na to, że zaczynam się rozklejać i w moich oczach pojawiają się łzy. 
 - Jak to cie nie chcę? Lily ja... Nie umiem ci tego powiedzieć - dalej bełkocze. 
 - No widzisz! Nie potrafisz się nawet określić. Ja mam tego dość... - wyrywam rękę z jego dłoni i odchodzę krok do tyłu, tak jakbym chciała stworzyć między nami jakąś niewidzialną barierę. 
Niall wstaje i upada przede mną na kolana, łapie moje dłonie w żelaznym uścisku. Patrzy mi prosto w oczy, wygląda jakby nagle wytrzeźwiał, co oczywiście jest niemożliwe, ale jego czyny są nagle takie stanowcze. 
 - Nie mam odwagi po tym wszystkim, ale musisz mi uwierzyć, że... No, kurwa, cholernie mi na tobie zależy, rozumiesz? Mam wrażenie, że nie widzę świata poza tobą. Żadna inna nie może się z tobą równać. Myślałem, że ten styl życia na kampusie pomoże mi jakoś o tobie zapomnieć. Byłem pewien, że zostawiasz mnie specjalnie, no i już nigdy się nie spotkamy, a potem gdy widziałem cię z Seanem, że już mnie nie chcesz i dodatkowo mnie nienawidzisz. Wiesz jak się czułem, kiedy was razem widziałem? Jakby ktoś mi zajebał z całej siły. Nie... Jakby ktoś mnie pobił do nieprzytomności. Nie, tego wcale nie da się opisać, to taki ból... Dlatego robiłem ci 'na złość'. Jestem pieprzonym idiotą, zdaję sobie z tego sprawę. Ale jednocześnie jestem pewien, że kochasz tego pieprzonego idiotę, który wszystko zjebał. Dziewczyno, nie widzę świata poza tobą, ale ta po tym wszystkim znowu nie umiem mówić tego słowa na k. To cud, że po alkoholu się przed kimś otwieram. Jesteś jedyną taką osobą, której to mówię, może Louis mi jeszcze trochę pomagał, ale i tak jestem w sobie strasznie zamknięty - robi przerwę na złapanie oddechu. Słowa wypadają mu z prędkością światła, dodatkowo bełkocze. Dziwie się szczerze, że jest w ogóle w stanie mówić takie rzeczy. Przypominam sobie, jak pół roku temu też przepraszał mnie na kolanach w barze. Wywołuje to u mnie jeszcze większe emocje, bo uświadamiam sobie ile już razem przeszliśmy - L-Lily jesteś w stanie mi wybaczyć? Czy m-możesz dać mi ostatnią szansę? Błagam, wiesz, że cię k... no dobrze wiesz o co mi chodzi, kochanie. 
Kryje swoją twarz w moich udach, przytulając się do moich nóg. Uścisk jest mocny, jakby bał się, że zaraz zniknę. Płaczę jeszcze bardziej i głośniej, już nawet nie wiem dlaczego. Czy to szczęście? Czy może obawa przed następnym rozczarowaniem? Chyba chcę żyć chwilą i cieszyć się szczęściem, bo za dużo się już nacierpiałam. On także. 
 - Błagam nie płacz. Nie przeze mnie, księżniczko. 
I już nie wytrzymuje. Daje upust temu wszystkiemu co we mnie siedzi i także klękam, pozwalając byśmy byli na równym poziomie. Łapie go dłońmi za szyję i po prostu wpijam się w jego usta. Nie mogłabym już dłużej z tym walczyć. 

-------------------------------


Uh, witam wszystkich, w ten dobry bądź zły wieczór. 

Zacznę może od tego,  że należą wam się nie małe przeprosiny za niedotrzymanie słowa co do dodania rozdziału. Kurwa, no ale posłuchajcie (jeśli chcecie) moich wyjaśnień bo to nie było zamierzone, ani robione specjalnie! ;/
Zaczęło się od braku czasu. Naprawdę, przysięgam, że szkoła zajmuje całość mojego wolnego czasu! W dodatku ostatnia klasa niesie za sobą dodatkowe godziny (obowiązkowe!) utrwalające wszystko z poprzednich lat nauki. Do domu wracam o godzinie 16, czasem później jeśli muszę iść na dodatkowe godziny z przedmiotów, z których mam słabsze oceny. Po szkole pierwsze za co się biorę to odrabianie lekcji na co schodzi ponad godzina. Potem jakieś obowiązki no i nauka! Zaczęłam się uczuć, ponieważ w poprzednich latach miałam to kompletnie gdzieś, no ale dotarły do mnie pewne sprawy i wzięłam się za siebie myśląc o przyszłości. Przez szkołę nie ma mowy o wyjściu ze znajomymi na miasto i nawet o bloggerze nie miałam jak myśleć. Nawet by napisać głupią krótką notkę z wyjaśnieniami nie miałam czasu, proszę uwierzcie. Przyszedł czas, kiedy miałam wolny weekend. Tak więc postanowiłam, że wejdę na bloggera ale... Okazało się, że mój komputer nie działa. Jak nazłość cholera! Zjebał się w takim momencie, a trup (czyt. laptop rodziców który ma już swoje lata i ledwo chodził) zepsuł się dwa tygodnie wcześniej. No i co mogłam zrobić? Nic. Teraz jestem u dziadków i tu mam laptopa więc piszę do was i się tłumacze, ale na kupno nowego się nie zapowiada tak szybko.
Kurde, musicie mi wybaczyć i uwierzyć, że to nie było specjalnie! Jestem na serio ostatnią osobą, która zrobiłaby coś takiego umyślnie, ponieważ miałaby wyjebane na czytelników. Za bardzo lubię pisać, by to tak zostawić.    Mam nadzieje, że się ode mnie nie odwróciliście. 
Miałam swoje powody, które wyjaśniłam. Myślę, że zrobiłam to co powinnam i jeszcze raz przepraszam. Jeśli według niektórych tak bardzo tracę czytelników, to niech ci co zostają się zdeklarują w komentarzu. Taka jest moja jedyna prośba do was. Jeśli chcecie będę pisać dla was dalej. Może rzadziej, ale jednak będę. Sprawia mi to przyjemność i nie chcę tego rzucać, no ale to zależy od was.
Piszcie, że czekacie, wezmę się za pisanie.
 + krótko ze względu na późną porę i jutrzejszą szkołę, ale ważne że jest. Nie wiem kiedy pojawi się następny rozdział, ale NA PEWNO nie będzie to miesiąc tak jak ostatnio. :) Liczę na komentarze
  

2 komentarze: